BAJKA "A"

Narbonne - FRANCJA

Dawno temu żyła sobie dziewczynka o imieniu Róża. Miała jasne, kręcone włosy i niebieskie oczy. Zwykle ubierała się na czerwono, ponieważ sądziła, że to przynosi jej szczęście.

Róża mieszkała ze swoją ciotką nad brzegiem morza w małym domku z ogrodem.

Jej ciocia adoptowała ją po śmierci jej rodziców, kiedy Róża była jeszcze mała. Dziewczynka nie pamiętała tego wcale. Nie miała ani braci, ani sióstr. Jej najlepszym przyjacielem był pies, którego podarowali jej rodzice na kilka dni przed urodzinami.
Róża była miłą, łagodną, inteligentna i cichą dziewczynką. Nie miała prawie wad, z wyjątkiem jednej: kiedy zadawała pytanie, nigdy nie słuchała odpowiedzi.

Pewnego dnia jej ciocia poważnie zachorowała. Naturalnie Róża chciała ją ratować. Nie chciała opuszczać jej, dlatego też zdecydowała się wysłać swojego wiernego psa, żeby przyniósł magiczny napój od czarodzieja, który mieszkał w środku zaczarowanego lasu. Na kartce papieru Róża napisała:

"Drogi czarodzieju, wysyłam Ci mojego psa, żeby przyniósł lekarstwo dla mojej cioci, która jest poważnie chora. Nie mam dużo pieniędzy, ale powiedz mi, jak mogę Ci się odwdzięczyć. Jestem przygotowana do zrobienia wszystkiego, żeby tylko ratować moja ciocię. Dziękuję Ci z całego serca . Jesteś moją jedyną nadzieją. Róża."

Dziewczynka zwinęła kartkę papieru i włożyła ją w małe, szczelne pudełko, które zamierzała zawiesić na obroży psa. Wołała go, gwizdała, krzyczała i... nic. Pies zniknął...

Pionki - POLSKA

Postanowiła najpierw odnaleźć swojego zaginionego przyjaciela. Szła przez lasy i łąki, wołała swojego pieska, martwiła się o niego i o ciocie, którą musiała zostawić samą.

Kiedy już całkiem straciła nadzieję, usłyszała cichutkie skomlenie w rowie, tuż za zakrętem. Wreszcie go znalazła - okazało się, że jej ulubieniec ma złamaną łapę i nie może wyruszyć w drogę.

Teraz musiała zostawić chorego psa i ciocię.

- Z kim ja ich zostawię i jak znajdę sama czarodzieja? - myślała Róża.

Poprosiła o pomoc chłopca z sąsiedztwa - Marcina.

Chłopiec mało wychodził z domu, był głuchoniemy i wstydził się bawić z innymi dziećmi. Róży jednak nie przeszkadzało to wcale. Bardzo się ucieszyła, że Marcin rozumie, co ona mówi, czytając z ust, a jeszcze bardziej, widząc napisaną przez niego na kartce odpowiedź. Kiedy usłyszał historię Róży, nie wahał się ani chwili. Przyrzekł zaopiekować się ciocią i chorym psem.

Róży nie pozostało nic innego jak wyruszyć w drogę, a droga wiodła przez las, w którym było ciemno i strasznie...

Kiedy zatrzymała się na odpoczynek pod wielkim dębem, niespodziewanie - jak spod ziemi - wyrósł przed nią straszny rozbójnik i zażądał, żeby oddała mu cały swój majątek. Róża nie miała nic cennego, więc zabrał jej piękny, czerwony wisiorek, który dostała jeszcze od rodziców. Dziewczynka była załamana!

Kiedy zbójnik znikał w lesie, zauważyła, że utykał i jęczał z bólu. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, pobiegła za nim i zaoferowała swoją pomoc. Okazało się, że zbójnika bardzo bolała noga. W duży palec u nogi wbił mu się cierń dzikiej róży i od kilku dni nie mógł go wyjąć. Róża stwierdziła, że nikt tak jak ona nie zna się na różach i bez trudu wyjęła ostry kolec. Straszny zbój uśmiechnął się i z wdzięczności oddał dziewczynce wisiorek.

Róża zapytała go, czy nie wie, gdzie mieszka słynny czarodziej Bonifacy, który mógłby uratować jej ciocię.

Rozbójnik powiedział:
- Słyszałem o nim. Mądry to człowiek. Ale nie wiem, gdzie mieszka. Podobno na Północy.

Róża podziękowała i wyruszyła prosto we wskazanym kierunku.

Przechodząc obok szczeliny ukrytej w skarpie nad brzegiem morza, usłyszała cichy płacz. Trochę przestraszona zajrzała do środka. Na piasku leżał skulony mały chłopiec i cicho płakał. Podeszła do niego i lekko dotknęła. Wtedy chłopiec uciekł i schował się w najdalszy kąt jaskini.

Róża postanowiła dowiedzieć się co się stało, że chłopiec tak się zachowuje. Niestety, nie odpowiadał na żadne jej pytania. Chłopiec nie odzywał się i nie mogła zobaczyć jego twarzy, bo zasłaniały ją długie włosy. Postanowiła się nim zaopiekować. Przygotowała więc kąpiel, wzięła nożyczki i postanowiła obciąć mu włosy. Gdy to zrobiła, okazało się, że twarz chłopca jest cała pokryta włoskami i wygląda jak mały misiaczek...

Istambuł - Turcja

Ale to nie był mały miś. To był bardzo mały, opalony, czarnowłosy chłopiec. Róża zapytała:

- Kim jesteś? Jak masz na imię?

Chłopiec pokazał coś rękami, ponieważ nie umiał mówić.

Wyjaśnił poprzez rysunki na piasku, że mieszka sam w lesie, blisko morza, i tak jak dziewczynka nie ma rodziców. Od urodzenia mieszkał w tej podziemnej jaskini, gdzie znalazła go nasza bohaterka. Potrafił tylko rozmawiać ze zwierzętami, a nie z ludźmi.

Róża bardzo polubiła tego małego chłopca, ponieważ był podobny do niej: nie miał taty ani mamy. Poprzez gesty i rysunki na piasku, opowiedziała mu swoją historię.

Zapytała go, czy chce z nią iść, aby znaleźć czarodzieja, który mieszka w środku zaczarowanego lasu. Chłopiec zgodził się, bo wiedział, gdzie jest zaczarowany las.

Dziewczyna zaproponowała by poszli na północ, jak doradził rozbójnik, którego spotkała. Jednak chłopiec się nie zgodził. Miał łódź. Zaproponował, aby nią popłynęli, ponieważ tak będzie łatwiej i nie będzie to zbyt wyczerpujące. Weszli na pokład. Róża zmartwiła się, ponieważ nie było tam wioseł. Mały chłopiec wydał z siebie jakiś dźwięk i dwa delfiny pojawiły się koło łodzi. To byli przyjaciele chłopca i przypłynęli, aby zabrać ich do zaczarowanego lasu. To był ładny dzień. Świeciło słońce i morze było bardzo spokojne. Podróżowali przez dwa dni. W końcu dotarli do zaczarowanego lasu. Zeszli z łodzi i zaczęli iść przez las. Pomiędzy drzewami zobaczyli zamek. Podeszli do drzwi i zadzwonili dzwonkiem... Ale nikt nie odpowiedział. Drzwi były otwarte. Weszli do zamku czarodzieja i usłyszeli głos.

Gdańsk - POLSKA

Głos nie dochodził z żadnego konkretnego źródła, po prostu był. Dziewczynka niepewnie rozejrzała się dookoła. Miała wrażenie, że musi przejść przez drzwi po drugiej stronie wielkiego holu. Ruszyła w tamtym kierunku, ale jej towarzysz chwycił ją za rękę. Spojrzał na nią pytająco i pokazał rękoma kilka znaków, jakby pytał, co robi. Róża wyrwała mu się. Chłopiec jednak nie dał się tak łatwo zbyć. Zaczęli się szamotać, aż w końcu usłyszeli krzyk.

- Dosyć!

Nad nimi stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w czarnej szacie. Ręce miał założone na siebie i patrzył groźnie. "To czarodziej", pomyślała natychmiast Róża.

- Panie... - zaczęła, ale mężczyzna przerwał jej ruchem ręki.

- Kim jesteście i skąd przybywacie?

- Nazywam się Róża, panie, a to mój towarzysz. Przybywam z daleka prosić cię, panie, o lekarstwo dla mojej cioci.

Czarodziej zamyślił się.

- Dotarliście tutaj - powiedział w końcu - a to nie lada sztuka. Odnaleźliście mój dom i nie daliście się zwieść do tamtej komnaty - wskazał dłonią drzwi, w których stronę zmierzała Róża. - Nie wiem, jak to zrobiliście.

Róża spojrzała na swojego przyjaciela. Ułożyła usta w słowo "przepraszam".

- To była pierwsza próba - ciągnął czarodziej. - Teraz poddam was drugiej.

Rozejrzał się po holu, jakby szukał inspiracji. Jego wzrok natrafił na niemego chłopca. Uśmiechnął się do siebie.

- Bardzo lubię słuchać zabawnych rymowanek - rzekł. - Jeśli ty, dziewczynko, ułożysz rymowankę wyśmiewającą twojego przyjaciela, dam ci lekarstwo dla cioci. Jeśli mnie nie rozbawisz, odejdziesz z niczym.

Róża spojrzała niepewnie na swojego towarzysza. Wiedziała, że jest o czym rymować - to futerko, fakt, że nie umie mówić... Wzięła głęboki oddech i zwróciła się do czarodzieja.

- Przykro mi, panie, że twoje warunki są tak okrutne. Niestety, nie mogę ich spełnić. To mój przyjaciel i nie wyrządziłabym mu krzywdy, nawet słowem. Będę musiała inaczej zdobyć lekarstwo. Żegnaj.

To powiedziawszy, odwróciła się i chciała wyjść z zamku. Zatrzymało ją jednak wołanie gospodarza.

- Czekajcie! Właśnie przeszliście drugą próbę.

Róża z niedowierzaniem wpatrywała się w stojącego nad nią, uśmiechniętego czarodzieja.

- Jak to? - wyjąkała. - Przecież nie ułożyłam żadnej rymowanki...

- No właśnie! Przyjaciel był dla ciebie ważniejszy niż cokolwiek innego na świecie. To była druga próba.

Róża nie wierzyła własnym uszom. Porwała chłopca w ramiona i odtańczyła z nim dziki taniec radości.

- Udało nam się, udało, udało!

To jednak nie koniec - rzekł czarodziej, ostudzając ich zapał. - Czeka was jeszcze trzecia, ostatnia próba. Chodźcie za mną...

Botosani - RUMUNIA

Czarodziej poprowadził ich wzdłuż ciemnych korytarzy, gdzie widać było dziwne cienie, które wydawały się dzieciom bardzo straszne. Róża bardzo się bała, więc chłopiec wziął ją za rękę, aby poczuła się pewniej. Z trudnością szli do przodu, prowadzeni jedynie krokami czarodzieja.

Weszli do pokoju, gdzie słychać było dziwny dźwięk, a gdzieś w kącie błyszczała drobinka, niczym uszko od igły. Róża poczuła, że błyskotka weszła do jej duszy. Podeszła bliżej, wzięła małą gwiazdkę i po chwili ruszyli dalej.

Znaleźli się w innym pokoju w kształcie łzy, jasnym i czystym, który wydawał się nie mieć końca. Było tam wiele małych kropel, które spadały bez dotykania. Oczarowany chłopiec chwycił trzy małe łzy w garści, a jego serce zadrżało.

Prowadzeni przez czarodzieja weszli do trzeciego pustego pokoju pełnego nierzeczywistego światła. Radosne promienie słoneczne przecinały się i wydawało się, że światło jest złotymi i srebrnymi falami. W środku pokoju dzieci odkryły dużą książkę w kształcie róży z aksamitnymi stronami. Zaciekawione podeszły bliżej i Róża przeczytała na okładce "Księga Życia". Kiedy zaczęła ją przeglądać, zauważyła, że strony w książce są puste. Róża popatrzyła na czarodzieja, który powiedział:

- Oto trzecie zadanie. Nauczycie się z Księgi Życia zaskakujących rzeczy, jeśli odkryjecie tajemnicę małej gwiazdki i trzech łez.

Czarodziej znikł, zostawiając dzieci zastanawiające się nad tą zagadką.

Chłopiec otworzył swoją pięść i łza upadła na marmurową podłogę, rozprysła się, a w jej czystości pojawiła się twarz chłopca oraz cała historia jego życia. Róża spojrzała na to ze zdumieniem i zrozumiała, że aby wejść do świata podobnego jemu, jej przyjaciel potrzebował tożsamości. Następnie uwolniła małą gwiazdkę, która uniosła się nad chłopcem i zawołała:

- Krystian!

Chłopiec spojrzał do góry, a jego niewinne i jasne oczy podążyły za jego gwiazdką, która wznosiła się do nieba, podczas gdy jego usta próbowały wyszeptać światu to wszystko, co właśnie przeżywał. Druga łza wypadła, tworząc lustro, z którego patrzył na nich Marcin. Wyraził swoją radość szalonym gestem. Krystian przyglądał się mu, rozumiejąc jego gesty doskonale.

- On jest moim przyjacielem i będzie również twoim - powiedziała Róża, która poczuła, że tęskni za domem.

Dziewczynka wzięła niecierpliwie trzecią łzę z ręki Krystiana i ostrożnie położyła ją na promyku słońca. W tym momencie zobaczyli, że strony Księgi Życia otwierają się po kolei, i mogli tam przeczytać swoją historię oraz tych, których kochali.

Nagle usłyszeli kroki czarodzieja.

- Wy zapisaliście te strony: ty Różo, dobrocią, gorącym sercem i pragnieniem uszczęśliwiania tych, którzy są blisko ciebie; a ty Krystianie, oddaniem i odwagą, dzięki którym pomogłeś Róży. Zdobyliście magiczny napój!

- Dziękuję z całego serca, czarodzieju. Bardzo mi pomogłeś. Ale powiedz mi, proszę, jak wrócimy do domu?

- Idźcie tą samą drogą, ale... bądźcie ostrożni. Wejście do pokoju, do którego chcieliście wcześniej wejść, jest ciągle zabronione.

Róża, która - jak pamiętacie, miała pewne słabości, chwyciła Krystiana za rękę i szybko odeszli, dlatego nie słyszeli ostatnich słów czarodzieja. Chcąc wrócić do domu jak najszybciej zgubili się i weszli prosto do zakazanego pokoju...

Ryga - ŁOTWA

Zakazany pokój był bardzo ciemny i wydawało się, że był tam jęczący duch, który przeszedł przez pokój. Dzieci czuły się strasznie...

Krystian chwycił Różę za ubranie i zaczął histerycznie krzyczeć. Duch spojrzał na nich tak, że widziały jego straszne, czerwone oczy. To było przerażające. Róża bardzo się zdenerwowała.

- Przestań nas straszyć, ty czerwonooki typie! - krzyczała na ducha.

Duch poczuł się zakłopotany. Następnie powiedział:

- Nie! Nie bójcie się! Nie zamierzałem zrobić wam krzywdy. Ja tylko wyglądam tak strasznie, ale nie jestem zły!

- Dobrze, ale ciągle nie wiem, czy mogę ci ufać - powiedziała Róża.

- Uwierz mi, że możesz, Różo!

- Skąd znasz moje imię? - dziewczynka zmieszała się.

- Oj, Różo, jestem duchem, wiem prawie wszystko - powiedział duch.

- Jeśli tak, to jak ty masz na imię?

- Mam na imię Andrzej Filip Fon Jefferson. Ale możesz nazywać mnie Jeff.

- Dobrze Jeff. Czy pomożesz nam wydostać się z tego pokoju?

- Pomogę z przyjemnością. Chodźcie za mną!

Szli przez dłuższy czas i Jeff wyjaśnił im, że kiedy dojdą do dużych drzwi, będą musieli iść sami. Dzieciom się to nie spodobało.

W końcu jednak znaleźli poszukiwane drewniane drzwi i Jeff powiedział:

- Teraz muszę was zostawić. Powodzenia w kolejnym zadaniu!

Róża się pogubiła.

- Ale dlaczego musimy przystępować do kolejnego zadania? My po prostu chcemy wrócić do domu!!

- Dotarcie do domu jest kolejnym zadaniem! I będzie ono najtrudniejsze ze wszystkich...

Narbonne - FRANCJA

Drzwi trzasnęły, gdy je zamknęli. Przymknęli oczy z powodu oślepiającego światła. Zatrzymali się, ponieważ nie wiedzieli, którędy mają iść. Usłyszeli kroki i zobaczyli zbliżającego się do nich chochlika, który trzymał mapę.

- Witajcie! Przepraszam, czy możecie mi pomóc? Nie potrafię odczytaj tej mapy... - powiedział chochlik, zaczerwieniony.

- Z przyjemnością - powiedziała Róża. - Śpieszymy się do domu, ale wszystko Ci wyjaśnimy.

Tak naprawdę uczyła się w szkole jak się korzysta z mapy. Chochlik był tak zadowolony, że podarował im mapę w prezencie. Róża przyjrzała się jej i zrozumiała, że muszą najpierw iść do Lasu Czterech Koniczynek. Las był daleko, ale dzieci były pełne nadziei, że im się uda.

Wtedy Krystian postanowił użyć swoich zdolności. Zagwizdał i gołąb odpowiedział na jego wołanie. Zgodził się ich poprowadzić. Droga wydawała się być długa i ciężka, może nawet nie do pokonania. W tym momencie pojawiła się na niebie chmura, która dziwnie przypominała twarz czarodzieja. Błyskawica uderzyła w gołębia i zamieniła go w pięknego, ogromnego orła. Dzieci wdrapały się na jego grzbiet i uniosły się w powietrze.

Po przyjemnej podróży wylądowali i orzeł znów zamienił się w gołębia. Ledwo zdążyły mu podziękować, kiedy trójramienny potwór z długimi zębami i ostrymi szponami wyszedł zza drzewa. Krystian krzyknął na przechodzącą obok hienę, aby przyszła i odstraszyła potwora. Jednak potwór zawołał swojego starszego brata, jeszcze bardziej okropnego, z dłuższymi zębami i czterema ramionami.

Wystraszona hiena uciekła szybko i wróciła z kuzynem lwem - silniejszym i groźniejszym od niej. Na jego widok potwory uciekły.

Dzieci jednak zaniepokoiły się jeszcze bardziej, kiedy ogromna kudłata postać wynurzyła się z rzeki.

To była "Polohydrella", która przybyła, żeby pomóc potworom. Miała długie włosy, żółte oczy i lśniący pysk. Krystian zastanawiał się jakie zwierzę mogłoby przyjść i pomóc im pokonać tę ogromną kreaturę... Przyleciała pszczoła, usiadła na jego ramieniu i powiedziała:

- Pozwól, że ja to zrobię.

Dzieci zastanawiały się, jak takie małe zwierzątko może pokonać Polohrydellę, ale pszczoła już wykonała swoje zadanie boleśnie żądląc potwora, który krzyknął z bólu i stracił wszystkie włosy.

Dzieci szły coraz dalej. Róża zatrzymała się. Właśnie zobaczyła czterolistną koniczynę. Zerwała ją, ale powiew wiatru wyrwał ją z ręki Róży. Próbowali ją złapać i dotarli do części lasu z kolorowymi, drewnianymi znakami pokazującymi różne drogi. Nie mogli się zdecydować którą ścieżką iść. Róża w końcu wybrała czerwoną. Godzinę później byli już w domu.

Ciocia Róży napiła się magicznego eliksiru, który sprawił, że natychmiast odzyskała zdrowie i ucałowała wszystkich wokół.

Marcin, który opiekował się ciocią pod nieobecność Róży, był chłopcem bardzo łakomym. Spróbował kilka pozostałych kropli eliksiru i podał szklankę Krystianowi, który zrobił to samo.

Nagle zapanowała cisza, kiedy usłyszeli jak Krystian i Marcin rozmawiają jak zwykli ludzie. Wszyscy się bardzo cieszyli. Marcin skorzystał z okazji i ogłosił, że on i Róża postanowili w przyszłości wziąć ślub i mieć wiele grzecznych dzieci. Krystian dodał, że zawsze będzie opiekował się leśnymi zwierzętami, tutaj i wszędzie.

KONIEC


| Powrót do "Socrates Comenius" |